poniedziałek, 20 października 2008

Bananen-Weise

O 6:40, w samym środku fazy REM snu, zadzwonił mój budzik bardzo brutalnie wprowadzając mnie w stan czuwania. Słowem, z krainy sennych marzeń trafiłem wprost do swojego pokoju, gdzie o 6:40, wierzcie mi, jest zimno i bardzo ciemno. Trochę ponarzekałem, poprzewracałem się z boku na bok, ale nie minął kwadrans jak się ogarnąłem i pośród najplugawszych bluzgów zacząłem nowy dzień.
Przed przyjazdem myślałem, że wybieram się na mały urlop, że wprawdzie będzie nauka, ale troche na niby, tak z przymruzeniem oka. No i się zdziwiłem.
W tygodniu razem wszystkich zajęć wliczając przerwy między nimi (zazwyczaj krótkie, ale są też godzinne) mam ok 37 godzin (w tym kurs niemieckiego dla erazmusów). Do tego do Uni-Klinikum daleko...
Nie żebym z tego powodu zaniechał poznawania nowych ludzi czy odkrywania Niemiec. To się da jakoś pogodzić, ale w każdym razie dawno juz się tak nie "eksploatowałem".
No, ale z drugiej strony nie całkiem po próżnicy - chociaż to trudne, biorę czynny udział w seminariach i staram sie mozliwie czesto zgłaszać, co auf deutsch takie łatwe nie jest. (Pół biedy kiedy odpowiedzią na pytanie prowadzącego jest jedno słowo np. "Pleuraerguss" - płyn w opłucnej, np. w piątek prowadząca pociągnęła mnie za język i próbowałem opowiedzieć mechanizm zmian w sercu przy zatorze płucnym). Bo trzeba przyznać, ze seminaria tutaj wygladają inaczej niż w Polsce, a mianowicie w Niemczech nie sa to nudne wykladziki ex cathedra, a prawdziwe dyskusje gdzie kazdy (powiedzmy kazdy chetny) mocno wysilia szare komorki, zeby dojść do rozwiązania problemu. Inna sprawa, że materiał zdaje mi sie być węższy niz w Warszawie.
Podsumowując (o tak, Niemcy kochają podsumowywać, czasem nadają taką stukturę nawet rozmowom), poranne wstawanie, kawa, niemiecki Herold, a w weekend wycieczki. Niedługo napisze co zobaczylem we Frankfurcie - zdziwicie sie.
PS Fast hätte ich vergessen! Niemcy piją też piwo z bananów!

Brak komentarzy: