Dotychczas miasto Marburg kojarzyło mi się wyłącznie z gorączką krwotoczną wywoływaną przez arenawirusa (a może to filowirus był? pamięć niestety płata mi figle) o tej samej nazwie. Dopiero dzisiaj przekonałem się w jak wielkiej niewiedzy żyłem. Dla ułatwienia: wyobraźcie sobie ogromny 700 letni kościół gotycki (w zasadzie pierwsza świątynia wzniesiona w tym stylu na ziemi niemieckiej) cały we mgle i mnie przed nim, z trudem zadzierającego głowę do góry, gdy próbowałem ów przybytek ogarnąć. Przy takich monumentach jak wspomniany tu Elisabethskirche człowiek po prostu przypomina sobie gdzie jest jego miejsce w szeregu.
No tak, nie będę Was zanudzał tymi wszystkimi Sehenswürdigkeiten, choć warto jeszcze wspomnieć ogród botaniczny czy wąskie ulice zabudowane kamieniczkami z tzw. Preussischer Mauer (mur pruski – białe domki z jakby drewnianymi belkami na fasadzie). W każdym razie – małe, klimatyczne, uniwersyteckie miasteczko – polecam.

6 komentarzy:
Widzę, że masz swój własny haremik. Miło :) Swoją drogą szybko rozpocząłeś zwiedzanie - juz w pierszym tygodniu. Jak utrzymasz to tempo, to zwiedzisz każdy zakątek Niemiec.
Trzymaj sie!
ukradliśmy wam do Francji wszystkich niemieckich facetów:P
a swoją drogą to co tam u Ciebie? (bo ja właśnie za dwie godziny wskakuję w pociąg do London Town:)
Witaj Piotrusiu!!
...Własnie na takie zdjecie czekałam...:) Czyżby poczętki "irlandzkiej przygody" w realiach niemieckich:P Uważaj na siebie i... do boju!! Trzymam za Ciebie kciuki i życze powodzenia na wszystkich frontach!!:)
Będę uważnie śledzić Twoje poczyniania;>
a jednak bardziej podoba mi się ten kościół gotycki na górze notki niż dziewczęta na dole. Może gdyby też miały po 700 lat...
Oj Michale koneser z Ciebie;) jutro nowa notka
Prześlij komentarz