No i stało się. Jeszcze ostatni rzut oka na polską gazetę, ostatni porządny schabowy i wychodzę na autobus, który przewiezie mnie za Odrę. Owszem, jest lekki stres ale i jakże by go mogło nie być przed taką przygodą i wyzwaniem zarazem!
Tyle tytułem wstępu - wybaczcie, że tak krótko, ale głupio by bylo gdybym nie zdążył. Obszerniejsza relacja już wkrótce jak tylko będzie mi dany Internetanschluß (dostęp do internetu - dziwne, mi się słówko Anszlus dotychczas kojarzyło tylko z Austrią w 1938 a tu taka niespodzianka hehe).
Pozdrawiam!

3 komentarze:
Piotrze!
Pamiętaj o macierzy swej i wróć bogatszy w doświadczenie, aby kraj nasz piąć na wyżyny.
Powodzenia!
Piotrze, obszerniejszy komentarz do twojego wpisu.
http://idee-fixe-et-consortes.blogspot.com/
TomekM
Witaj Mieszczu:)))Napisz co tam U Ciebie???Dajesz rade z niemieckim???Pokazałes im nasze sarmackie ideały:))Poznałes cycate wielkie Berthy???Pozdro
Prześlij komentarz